wtorek, 9 lutego 2021

Karmiczny dług

W restauracji hotelowej Gerante czekał na Ewę. Nie spieszyła się, była spóźniona prawie godzinę. Siedział i popijał Martini z lodem i oliwką, ulubiony napój bogów. Zobaczył ją w wejściu. Była piękna. „Piękniejsza od tej szmaty Agnieszki” – pomyślał.

Miała na sobie jedwabną sukienkę, którą widziałam przy zwłokach dziewczyny w fabryce zabawek. Ale taką sukienkę widziałam też u kelnerki na pokazie. To był prezent od seniora. Miała na sobie różowe jedwabne rękawiczki. Usiadła do stolika i zamówiła wodę.

– Dlaczego zabiłeś Markowskiego? – spytała.

– Nie ja. Jane. Zgwałcił jej córkę. Pozwoliłem jej na zemstę. Taki prezent. – Gerante wsadził oliwkę na wykałaczkę, wyciągnął język i lizał ją.

– To czemu zabiłeś ją potem? – kontynuowała.

– Robiła się stara i za dużo wiedziała. Poprosiłem, żeby strzeliła sobie w łeb. Lepsze to niż harakiri.

– Co zrobiłeś z synem Alicji?

– Darowałem. Kocham jego matkę. Nie zrobiłbym krzywdy rodzinie. – Połknął oliwkę i popił winem.

– Jesteś chory Gerante.

– Tak, słychać? Lekko przeziębiony. Zmiana klimatu. – Przetarł serwetką spocone czoło.

– Jesteś chory psychicznie. Kończę z tym. Możesz mnie zabić. Też się robię stara. A o tobie wiem prawie wszystko.

Ewa wstała od stolika.

– Zostawiam ci wizytówkę dobrego psychiatry.

Rzuciła wizytówkę na stół i wyszła. Wyrzuciła rękawiczki do kosza przy wejściu. Gerante wziął wizytówkę do ręki

– „Alex Kopitko. Treser zwierząt”? – przeczytał. Była podwójnie składana. Otworzył ją i zobaczył napis: „Estas echo polvo”. Wziął zapalniczkę i podpalił wizytówkę, położył ją na krawędzi stołu. Dziwny zapach – pomyślał. Dotknął rękoma twarzy, która natychmiast zaczęła puchnąć. Upadł na podłogę. Niski kelner biegł w jego stronę.

– Zawał! Wezwijcie karetkę!

*

W hotelu obok planu filmowego, Alex Kopitko siedział w fotelu i karmił psy.

– Uno, dos, tres… Zje cię motyl albo pies. Motyli zabrakło panowie. Misja skończona. Wracamy do domu.

Wstał i zasłonił kotary w oknach.

*

Alicja nie spała. Wstała i zapaliła świecę. Zobaczyła obraz, który całymi latami powtarzał się w jej głowie bez żadnej przyczyny. Nazywała to reinkarnacją.

Jako chińska dziewczyna, idzie przez most – który widziałam również w swoich wizjach – z małym chłopczykiem, którego trzymała za rękę. Biegli za motylami, byli szczęśliwi. W miejscu, w którym dzisiaj stoi willa Gerante, był w przeszłości jej dom. Weszła do niego z dzieckiem. Mały chłopczyk zapytał: Gdzie tato? Odpowiedziała: Myśli, że wrócimy jutro. Zrobimy mu niespodziankę. Chodź. Alicja, jako chińska dziewczyna, weszła do swojej sypialni, w której zastała swojego męża – którym wtedy był Czarek – z dwiema kobietami w łóżku w trakcie orgii. Czarek wstał i zdarł z Alicji ubranie. Do pokoju wszedł ich syn. Jedna z prostytutek wstała i rzuciła chłopca na łóżko. Zgwałciła go. Alicja budziła się zawsze w tym miejscu wizji z krzykiem i płaczem, który zawsze słyszała. Kiedy wszystko się skończyło, widziała, jak wstaje, wyjmuje broń i oddaje strzał w kierunku Czarka, prostytutek i dziecka. Zanim to zrobiła widziała, że mały umarł ze strachu i przerażenia. Przyłożyła pistolet do swojej skroni i wystrzeliła.

Alicja siedziała i patrzyła w płomień świecy. Nigdy więcej nie zobaczyła obrazu, który pokazywał się bez żadnej przyczyny, ale był przyczyną skutku.

– Zaprawdę powiadam wam: Kto powie tej górze: „Podnieś się i rzuć w morze” a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie” – powiedziała po cichutku, zdmuchnęła świecę i położyła się obok Borysa.

Ja, Jacek i Jakub wróciliśmy do Polski. Nigdy więcej nie zobaczyłam Alicji. Została na stałe w Tybecie.

*

Staliśmy z Jackiem nad brzegiem polskiego morza i patrzyliśmy na zachodzące słońce.

– Pobiegniemy plażą? – spytał.

– Dokąd? Może w stronę księżyca? Spójrz, jest równie piękny jak słońce.

– Trzymajmy się ziemi – powiedział.

Staliśmy i patrzyliśmy. Ja w stronę słońca, on w stronę księżyca. Ale pobiegliśmy w jedną stronę.

*

Alicja tylko raz poszła do miejsca, w którym zginął Czarek. Zeszła do dołu. Skuliła się i płakała. Palcem dotknęła kartkę, której fragment wystawał z ziemi. Wzięła ją do ręki i przeczytała:

„Tajemnica prawdziwego przebaczania polega na tym, że wystarczy jeden akt odpuszczenia”

Podarła ją i rozsypała. Zdmuchnęła pył z ręki.

– Wybacz mi – wstała i odeszła w kierunku nowego przeznaczenia.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Sen Rysia

Elżbieta Walczak fragment powieści "Zakochana brzmi jakenamorada"

Sen Rysia

– Biegłem w Bzowie po piaszczystej drodze – w końcu zaczął.

Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to taka, że w Bzowie chyba nie ma innych dróg. I to do tej pory.

– Trzymałem w ręku balonik…

Moja pierwsza myśl? „Rany boskie, Rysiu, co się z tobą dzieje?”. Zaniepokoił mnie ten balonik. Marysia zamknęła usta, ale swoje otworzyła Malwina, a Alonzo grzebał w uchu.

– …w stronę słońca – dokończył Ryś.

Szybka myśl? „Dobrze, że nie w stronę księżyca, bo w Bzowie taka noc to czarna dupa”.

– Za mną wiał wiatr, i widziałem liście, które układał w zdania.

I tu mi się zaczęło podobać, bo zabrzmiało poetycko.

– Był niepokojący ten wiatr, dlatego zapamiętałem te zdania. – Wyjął z kieszeni versace karteczki z zapisanymi słowami, i każdą z osobna rozkładał na podłodze.

Pierwsze zdanie jakie udało mu się ułożyć, to: „Kochając życie, myślcie o przyszłości”. Nic mi to nie mówiło, chociaż gdzieś to już widziałam. Stąd ta grzebnięta literka „K” na spodniach, od słowa „kochając” (tak myślę). I drugie: „Nie próbujcie ogarniać niczego w całości”.

Hmm… Balonik szarpnięty przez wiatr? „Dawaj Rysiu!” – No co, to tylko moja myśl.

– …wzbił się do słońca i nagle spadł. Pękł…

I w tym momencie spojrzał na mnie. Pomyślałam, że może chodzić o Malwinę, bo tak została poczęta, przez balonik, który pękł.

Rączka Rysia powędrowała do kieszonki marynarki i zobaczyliśmy ostatnie zdanie, które miało zmienić nasze życie.

– Enamorada musi trwać.

– Enamorada? – spytałam. – Czy chodzi o ten serial, który ciągnął się całymi latami jak wosk z ucha Malwiny i Alonzo?

– Tak, Adelo – wyszeptał Rysiu. – Przeznaczenie.

Próbowałam sobie przypomnieć, o co chodziło w tym serialu, i nie byłam w stanie.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Człowiek

Człowiek
Przyklęknęłam na chwilę przy ołtarzu
Spostrzegłeś z wysoka bliznę na otwartej dłoni
Od czego to?
Zapytałeś
Od zaciskania pięści?
Nie wiem
Dostałam tę bliznę chyba od ciebie
Nie rozdaję cierpień
Ani pamiątek po nich
Może zbyt mocno wierzysz w to czego nie ma
Płaczesz?
Spójrz na mnie
Potrafię słuchać
Albo ty posłuchaj
I nie zaciskaj dłoni
Czymże jest człowiek?
Zdobywcą na chwilę?
Łowcą?
Otwórz oczy
Wiara w bogów jest niezbędna, kiedy trudno uwierzyć w człowieka
I sama wiara nie dotyczy niczego
Ewentualnie tego, „co potrzebne, mniej potrzebne i zbyteczne, tego, co przyjemne, a pożyteczne, tego, co szkodliwe, bardziej szkodliwe, a smakowite, tego, co opłacalne, bardziej opłacalne, a krzywdzące drugiego człowieka, tego, co prawdziwe, mniej prawdziwe, kłamliwe, ale dające korzyści” Nie zgub się w tym gąszczu i nie oceniaj fałszywie
Komu służysz?
Sobie? Zdobywcy w tobie? Dziecku w tobie? Matce w tobie? Ojcu?
Nie oceniaj teraz, bo zgubisz się w gąszczu i ocenisz fałszywie
Tutaj cię człowiek nie znajdzie
Ale znajdą cię oni
Ci w tobie
Ja mam oczy zawsze otwarte
A ty nie zaciskaj dłoni

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Kubańskie wesele

Ela i Mateusz, główni bohaterowie powieści "Enamorada" zaprzyjazniają się z Kubańczykiem Diego i jego żoną Marceliną, którzy zajmują się dystrybucją kosmetyków w Polsce. Ich córka właśnie wychodzi za mąż. Na weselu nie mogło zabraknąć kubańskich hitów "Chan,Chan" i "Besame mucho" ...

Wiecie jak wygląda wesele na trzysta osób. Nikt nikogo nie zna. Stoliki po osiem osób. Siedzieliśmy z Rysiem, Marysią z Kwiatkowskimi, z Jackiem i Lilką. Chan z rodzicami obok nas. Kelnerzy przynieśli przystawki i rozpoczęliśmy pogaduchy.

- Jak tam bracie? - zaczął Diego rozmowy z Mateuszem.

- Co u ciebie Elu? - przysunęła się bliżej Marcelina.

- Kochasz mnie? - spytała Lilka swojego męża.

Diego spojrzał na nich i powiedział:

- Kocha od pierwszego odcinka. W życiu czegoś takiego nie widziałem.

Lilka uśmiechnęła się do Diego i dała buziaka Jackowi.

- A ty kiedy będziesz babcią? - zapytałam Marceliny.

- Nie wiem, nie pytałam. Są szczęśliwi, na razie nic nie mówią o dzieciach.

Padre stukał w kieliszek.

- Salud! - krzyczał do gości przez mikrofon.

Kapela rozpoczęła przyjęcie weselną piosenką Chan - Chan. Znam słowa, więc siedziałam i tłumaczyłam Mateuszowi, bo zawsze chciał wiedzieć, co oznaczają. Zwłaszcza dziś.

Z Alto Cedro jadę do Marane

Dojeżdżam do Cueto, potem do Mayari

Nie zaprzeczę miłości, którą czuję do ciebie

Wilgotnieją mi usta nie powstrzymam się

Kiedy Juanita i Chan Chan, przesiewali piasek na plaży

Jakże pośladki jej drgały, jakże Chan Chan się rozpalał

Oczyść przejście z suchych trzcin

Bo muszę usiąść na tym pniu, inaczej nie wytrzymam

- Co jej zrobił potem? - spytał Mati - Mówią coś o tym?

- Mówią w ostatniej zwrotce - odpowiedział Diego.

- Napijmy się bracie - podniósł kieliszek Mateusz i wszyscy śpiewaliśmy - łącznie z moim mężem, który kaleczył język i przesłanie tej pięknej pieśni.

Nie zabrakło „Besame mucho” i „Dos Gardenias para ti”

Dwie gardenie , które ci ofiarowuję znaczą, że mówię kocham

- I Tu Guo has hecho! - krzyknął Diego, to był tytuł znanej na Kubie piosenki Buena Vista.

Piosenka była piękna i wiedziałam, że zadedykowana kubańskiej miłości sprzed lat, która miała wytatuowane imię Juanita i Diego na piersiach. Poznałam, bo piosenka zaczynała się słowami:

Na pniu drzewa młodziutka dziewczyna wyryła swe imię…

- El Carretero! - krzyknęła Marysia, bo wychowała się w Hiszpanii i też wiedziałam, komu ją dedykuje i do kogo pije:

Drogą obok mojego domu, przejeżdżał wesoły woźnica. Śpiewał swe pieśni, jak beztroski wieśniak. Jadę do węzła kolejowego, tam rozładuję swój wóz. Będzie to koniec roboty, od której boli mnie grzbiet

- Chcesz mi coś dedykować? - spytałam Mateusza.

- Si. „Majteczki w kropeczki przemienię w barchany”.

O dwunastej tradycyjnie odbyło się rzucanie wianka i krawata pana młodego w stronę gości. Wianek złapała mama Diego, a krawat pies właściciela sali. Trzysta osób łapało, a tak się musiało skończyć. Może to dobry znak, ale nie konsultowałam tego z Rysiem, który o drugiej nad ranem zarządził karaoke. Miguel trzymał się dziarsko, ale widziałam jego twarz w sałatce o jakieś trzeciej, Mateusz padł o trzeciej trzydzieści, a Diego o trzeciej trzydzieści pięć. Panowie nie szczędzili sobie ciepłych słów i trunków. „Przygwiazdorzyliśmy” niewątpliwie.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Lifting

Fragment piosenki „Lifting”

Czy przytuliłam się dobicie

Czy do snu którym jesteś

Czy jest mi dobrze bo jest dobrze

Serfuję w chmurach chcę dotknąć słońca

Spostrzegłam obraz daleko na niebie

Nie narysował go przypadek

Oczyszczam słowa bo mówią kocham

Oczyszczam serce i robię miejsce

Dla miłości co daje, dla miłości co kocha

Chcę być szczęśliwa i spełniona

Oczyszczam siebie ze złogów pamięci

Bo nie pamiętam żebym cię znała

Kocham cie teraz a nie z przeszłości

Kocham swą pamięć w teraźniejszości

Kocham za przyszłość  i za teraz

Więc nie oczyszczę się w całości

Kocham bo kiedyś będę chciał być pewną

Że kochać to znaczy dawać

TEKST W TŁUMACZENIU DOROTY ŁUSZCZ NA JĘZYK HISZPAŃSKI

Si estoy en tus brazos

O en el sueño en que sueño contigo

Si estoy bien porque todo está bien

Navego por las nubes, quiero tocar el sol

Vi una imagen más allá en el cielo

Y no fue la casualidad la que la dibujó

Limpio las palabras porque dicen: Amo

Limpio el corazón para acoger al amor

Al amor que da, al amor que ama

Que quiere ser feliz y pleno

Me purifico de los recuerdos amontonados

Porque no recuerdo haberte conocido

Te amo a ti de hoy, no a ti de antes

Amo a mis recuerdos en el presente

Amo por lo futuro y por lo ahora

Por eso en total no me puedo limpiar

Amo porque algún día querré estar segura

Que el amar es lo mismo que dar

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.