sobota, 5 stycznia 2019

Wywiad Agnieszki Wojcieszek z Elą Walczak aktorką i pisarką

Wywiad Agnieszki Wojcieszek z Elą Walczak aktorką i pisarką


Autor: Ela Walczak


Elżbieta Walczak jest aktorką i autorką siedmiu wydanych ebooków oraz ksiązki Enamorada Agnieszka Wojcieszek -wywiad z Elą


  1. „Enamorada” to artystyczny projekt obejmujący muzyczny spektakl komediowy oraz recital piosenek w języku hiszpańskim. Pod tym samym tytułem pojawiła się także książka napisana na podstawie scenariusza teatralnego. Skąd pomysł na taki projekt?

W ciągu ostatnich dziesięciu lat wydarza się w moim życiu bardzo wiele ciekawych rzeczy.

Nie bez powodu. Kilka lat mieszkałam w Hiszpanii ale byłam pomiędzy Polską a Hiszpanią przez ostanie 15 lat. Enamorada, to słowo, które oznacza „zakochana”. I tak naprawdę dla mnie oznacza - zakochana w życiu. Spektakl o tym tytule powstał cztery lata temu. Po powrocie do Polski postanowiłam zrealizować recital z repertuarem hiszpańskojęzycznym. Znalazłam świetny skład muzyków, którzy byli dla mnie wsparciem i stworzyliśmy program, który się spodobał. W którymś momencie po prostu padło hasło : spektakl muzyczny! Obejrzałam kilka brazylijskich seriali i wybrałam taką konwencję. Napisałam scenariusz, który odzwierciedla polskie problemy małżeństwa, przechodzącego kryzys, a główna bohaterka tracąc pracę zaczyna fascynować się „brazyliadą” i serialami, przenosząc te fascynacje na życie. Bardzo spodobał mi się pomysł połączenia dwóch rzeczy, dlatego pomyślałam o książce, która jest dopełnieniem całego projektu. Bardzo dobre recenzje wydawnictwa Novae Res zachęciły mnie do wydawania tej książki i łączenia promocji z recitalem.

  1. Mimo, że historia, którą prezentuje Pani odbiorcom osadzona została w polskich realiach, jest to także rodzaj muzycznej podróży po Hiszpanii. Czy źródłem fascynacji kulturą iberyjską stały się Pani osobiste doświadczenia?

Będąc w Hiszpanii słuchałam muzyki, poznawałam wykonawców takich, jak Malu czy Juanes i wprowadziłam do recitalu ich utwory. Jeżeli stawiamy na sztukę czy wykonania w obcym języku, to najczęściej na anglojęzyczną ale proszę zauważyć, ze coraz częściej polskie listy przebojów wygrywają hiszpańskie utwory, które niewątpliwie podobają się polskiej publiczności. Pełne sale na koncertach w Polsce Buiki czy Jasmin Levy, które nie są Hiszpankami ale są wykonawcami hiszpańskojęzycznymi, już nie dziwią. Dlatego uznałam, że podróż muzyczna po Polsce i Hiszpanii, będzie dobrym wyborem muzycznym.

  1. Jak wygląda Hiszpania widziana oczami Elżbiety Walczak?

Hiszpania stała mi się bliska w momencie, kiedy zorientowałam się, jak bardzo jesteśmy podobni mentalnie. Śmiejemy się z tych samych dowcipów, rozumiemy swój tok myślenia, nie ma barier. Jest absolutna otwartość w tych ludziach. Różnica tkwi niestety w ilości promieni słonecznych, jakie otrzymują Hiszpanie w ciągu całego roku. To niewątpliwie wpływa na samopoczucie i daje im inną energię. W związku z tym pracują więcej niż Polacy, po kilkanaście godzin dziennie. Nauczyłam się tam zupełnie innego funkcjonowania tzn pracuję bardzo dużo i intensywnie, ale już wyłącznie dlatego, że chcę, po prostu polubiłam to. Kiedyś wylądowałam na lotnisku w Madrycie, latem o drugiej w nocy, zobaczyłam tłumy ludzi siedzących na trawnikach, śpiewających, grających na gitarach, tańczących, pozazdrościłam im tej radości życia, którą potrafią przenieść na zewnątrz.

  1. Aktualnie można zobaczyć również Pani monodram zatytułowany: „Jedna kobieta w projekcie Miłość”. To dowcipna opowieść o życiu dziennikarki, telewizyjnej showmenki, kobiety spełnionej zawodowo, lecz niekoniecznie uczuciowo. Czego możemy się nauczyć z tej historii?

Monodram jest oczywiście zupełnie nową historią ale też wprowadziłam do niego elementy hiszpańskie. Akcja rozgrywa się na Majorce, tam główna bohaterka Buena prowadzi jeden z odcinków swojego programu telewizyjnego. Używa wszelkich metod, żeby skoncentrować na sobie widza : recytuje wiersze, podgrywając sobie na djembe a nawet przeprowadza na sobie regresing czyli powrót do dzieciństwa, żeby pokazać widzom, że nieudane związki rodziców mają wpływ na późniejsze relacje w dorosłym życiu. Niewiele sama z tego rozumie ale zachwycają ją jej pomysły. W trakcie przerwy reklamowej próbuje uświadomić swojemu mężowi, który leży za parasolem obok niej, jak bardzo są nieudanym małżeństwem. W ciągu dziesięciu minut próbuje skupić na sobie jego uwagę ale bezskutecznie. Bien przyjechał na Majorkę, żeby odpocząć, więc zupełnie nie jest zainteresowany jej gadulstwem. Pomysł stworzenia takiego monodramu podsunęło mi życie. Byłam świadkiem na hiszpańskiej plaży, takiej właśnie scenki. Żona przez prawie dwie godziny mówiła do faceta, który ani razu nie zareagował. W końcu wszystko z siebie zdjęła, bo na tych plażach można, i też nic z siebie nie wykrzesał. Rozbawiła mnie ta sytacja. Lubię kiedy teatr jest rozrywką i odpoczynkiem dla widza, dlatego staram się tworzyć historie lekkie i łatwe w odbiorze, stąd piosenki w spektaklu. Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do uczenia widowni prawidłowych zachowań czy uczenia kogoś życia swoimi tekstami. Ale niewątpliwie potrafię dobrze się bawić razem z widzami.

  1. Jest Pani finalistką prestiżowego konkursu Literacki Debiut Roku 2015. W swoim dorobku posiada Pani nie tylko książkę na podstawie scenariusza teatralnego, lecz także e-booki oraz tomiki poetyckie. Skąd czerpie Pani inspiracje literackie?

Z inspiracjami jest tak, że albo w kimś jest ciekawość życia albo nie. Pisanie, to ciężka praca. Najczęściej to jest impuls, za którym się idzie. Ja się uczyłam pisać przez dosyć długi czas. Sprawdzałam swoje umiejętności. Przyglądałam się sobie. Analizowałam każdy kolejny twór, czytając zastanawiałam się czy to, o czym piszę jest ciekawe dla mnie, szukałam własnego stylu. Kiedy uznałam, że jestem gotowa, to zaczęłam się dzielić swoją twórczością ze światemJ

  1. W Pani twórczości, zarówno teatralnej, jak i literackiej, wiele jest dowcipu, poczucia humoru, dystansu do otaczającej rzeczywistości, ciepła i radości. Czy taka właśnie jest Elżbieta Walczak?

Myślę, że tak. Jestem osobą, która nauczyła się radości życia. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Uczyłam się być osobą szczęśliwą, bo nie zawsze miałam powody. I chyba się udało.

  1. Dziś jest Pani samodzielną, niezależną artystką. Powiedziała Pani o sobie: „kobieta przebudzona po 40-stce”. Co stało się źródłem tego przebudzenia?

Sami siebie ograniczamy. Jeśli trafiamy w związki czy relacje, w których nie ma wolności i przestrzeni życiowej, to ze mną tak jest, że natychmiast się zamykam i tracę, to, co osiągnęłam, dlatego cenię wolność. Do czterdziestki było różnie. Poszukiwałam różnych dróg dla siebie. Też grałam, tez pisałam ale nie było w tym czegoś więcej. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, po prostu, w którymś momencie ciężka praca i determinacja, sprawiły, że jestem już kimś innym, niż byłam. Zobaczyłam parę lat temu, że jestem na właściwej drodze.

  1. Gdzie w najbliższym czasie będzie można zobaczyć Pani projekty?

W tej chwili skupiam się monodramie, który zaczęłam grać w Polsce i od przyszłego sezonu, chciałabym dotrzeć do Hiszpanii. To jest dla mnie bardzo ważne. Pisanie stało się cudowna przygodą i mam nadzieję, że każda następna książka będzie coraz lepsza. We wrześniu planuję wydać następną.

  1. Jakie plany artystyczne posiada Pani na najbliższy czas?

W recitalu Enamorada wykorzystuję hiszpańskie covery, dlatego powstaje mój program autorski „Lifting” z moimi tekstami. Plany artystyczne dotyczą również Hiszpanii, dlatego przede mną następne dziesięć lat ciężkiej pracy. Z czego się bardzo cieszę.


Elżbieta Walczak

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Książka "Karmiczny dług"

Książka "Karmiczny dług"


Autor: Ela Walczak


Ela Walczak jest autorką trzech książek i trzech tomików Zapraszam do przeczytania fragmentu książki "Karmiczny dług", która jest finalistką konkursu Debiut Literacki Roku 2015


– Myślisz, że cycki naczelnej są tybetańskie? – zapodałam żarcik, kiedy wyszliśmy z gabinetu. Objęłam dyskretnie Jacusia, korzystając z tego, że wszyscy byli na lunchu i korytarz świecił pustkami.

– Boże, że mnie coś podkusiło zadać się z tą babą. Idziemy do gabinetu. Załatwiamy transport dla Czarka za dwa dni. Potem do szpitala. Potem do mamy Czarka. Potem do ciebie. Zobaczymy jakiej marki są twoje.

– Wyrzuciłam metkę.

– Nie szkodzi.

– Halo, panie Jacku! – krzyknęła Alicja idąc w naszym kierunku. Spojrzała na moją rękę, która obsunęła się z Jacka spodni. – Pojedziecie jednak na ten pokaz. Byłoby podejrzane, gdyby nasza gazeta tam się nie pojawiła. Nie będę nikogo narażać. Pani Kasiu, proszę się nie przykładać za bardzo do tego hiszpańskiego.

– Tak? Dziś wieczorem mam pierwszy egzamin.

– Niech go pani po prostu trochę liźnie i już. Jak tam transport Czarka, panie Jacku? Bo muszę oddzwonić do Tybetu.

– Załatwiony za dwa dni.

– Konkrety jutro. Miłego wieczoru. – Spojrzała na rozporek Jacka. – Hmm. Ciśnienie. Spieszcie się dzieciaki.

*

Leżeliśmy z kogucikiem nago w moim mieszkaniu. Moja podświadomość oswoiła się z myślą, że nie jestem sama. Przestałam się opierać, poddałam się temu uczuciu.

– Piękne są. – Pukał w moje piersi, uciskał je i zgniatał. Były prawdziwe, a to rzadkość dzisiaj. – Śniłaś mi się.

– Co ty z tym śnieniem. – Dotykałam jego brzucha. Też był niczego sobie.

– Byliśmy razem w jakimś dziwnym miejscu. Staliśmy przed mostem. Na jego końcu stał Czarek, wołał nas. Pobiegłaś przodem. Ja za tobą. Ale ktoś jeszcze z nami był. Nie wiem, jakaś dziwna dziewczyna. Jakby Chinka. Biegłaś za Czarkiem, ale cię zatrzymała. Włożyła ci coś do ręki i kazała zostać. Zatrzymałaś się i przytuliłaś się do mnie. Ktoś nas obserwował. Widziałem, że most po którym biegliśmy, zawalił się. Ten facet stanął nad nami i rozrywał skrzydła motylom. Zaczęłaś krzyczeć. Pochylił się nad tobą i chciał cię zabić. Dotknęłaś go, tym czymś, co ci dała do ręki ta Chinka. Facet rozsypał się w pył. Powiedział do nas „estoy echo polvo”. Jestem sproszkowany albo wykończony, coś w tym rodzaju.

– I co? – Pocałowałam jego pępek.

– Pobiegliśmy szukać Czarka. Znaleźliśmy go martwego, razem z tą chińską dziewczyną. Też nie żyła. Trzymała rękę na sercu Czarka. Spod jej dłoni wyfrunął motyl, ale nie był fioletowy. Był czerwony. Podleciał do ciebie, chciał ci usiąść na ramieniu, ale odgoniłaś go. Odfrunął. Przytuliliśmy się do siebie i wszystko znikło.

– Kłamiesz, chcesz mnie wystraszyć. – Nachyliłam swoją twarz nad jego.

– Nie. To wszystko brzmi jak jakaś bajka. Ale tak było. Cokolwiek się zdarzy, trzymajmy się razem, dobrze? – Nacierał moje stojące sutki.

– Przytul mnie dobry człowieku mocniej, bo za chwilę oszaleję.

– Po prostu trzymajmy się ziemi. Jestem pragmatykiem. Nie wierzę w takie historie. – Głaskał moje włosy. – Ale wyglądałaś pięknie. Ja zresztą też.

*

Dwa dni później Czarka przetransportowano bezpiecznie do Tybetu. W redakcji Karier wrzało przed wyjazdem na pokaz mody do Saragossy.

– Ostatnie wskazówki pani Kasiu. Czy jest pani psychicznie przygotowana na zmierzenie się z tym tematem? – Naczelna podała mi kawę.

– Tak, oczywiście.

– Pan, panie Jacku?

– Również.

– Mam dla was małą niespodziankę. Jadę z wami. Jeśli faktycznie moja gazeta promuje takie gwiazdy jak Setyński, to chcę to wiedzieć. Zadowoleni? Czy podać chusteczki?

– Cieszę się – powiedział Jacek.

– Ja tambien. – Spojrzałam na Jacka. Był zadowolony z moich postępów w hiszpańskim.

– To do roboty! – Spojrzała znacząco. Wiedzieliśmy co to oznacza. Absolutną profeskę, żadnych obsunięć, czy niedociągnięć. Dobrze, że jedzie z nami.

*

Naczelna usiadła przy biurku i obserwowała wszystkich przez szybę. Zawsze to robiła. Zgadywała z ruchu ust i mowy ciała zamiary swoich pracowników. Przeglądała ostatnie zdjęcia do czasopisma. Nanosiła poprawki na teksty. Przez okno do gabinetu wleciał fioletowy motyl. Nie zauważyła go. Motyl podfrunął do złotego buddy i usiadł na jego ramieniu. Podniosła głowę. Podeszła i złapała go w dłoń. Usiadła w fotelu.

– Najgłębsze warstwy podświadomości kryją nieskończoną moc, owe moce uwolnią się. W podświadomości tkwi rozwiązanie każdego problemu. Każde z tych rozwiązań uzewnętrzni się. I niech tak będzie – mówiła do siebie i wypuściła motyla z dłoni.


Elżbieta Walczak Karmiczny dług

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Zakochana brzmi jak enamorada

Zakochana brzmi jak enamorada


Autor: Ela Walczak


Powstaje druga część książki Enamorada Eli Walczak , która nosi tytuł "Zakochana brzmi jak enamorada" Ukaże sie we wrześniu w formie ebooka


WSTĘP

To nie jest normalna książka.

To normalnie, normalny poradnik jak korzystać z życia w chwili, kiedy kończy się ulubiony brazylijski serial, który trwał pięć czy dziesięć lat i wydaje Wam się, że nie jesteście już sobą, tylko ulubioną postacią. Ubieracie się już jak ona czy on, wyznajecie miłość już prawie po hiszpańsku i nie macie wyjścia, bo chcecie czy nie, brazyliada trwa dalej. Tylko przeniosła się do Waszego życia. Mam nadzieję, ze bezboleśnie przejdziecie na lepszą stronę życia, kiedy pomogę Wam zrozumieć mechanizmy takich działań.

Zacytuję kilka wpisów z Internetu nieświadomych zagrożenia młodych dziewczyn:

„Hihi Dla mnie seriale brazylijskie, to jest totalny kicz Tam wszystko jest takie dramatyczne, przebarwione, banalne i pseudoromantyczne a na dodatek nie ma żadnej wartości, nic - kompletnie nic nie wnosi do życia Trzy lata temu jak byłam u cioci na wakacjach to ona oglądała jeden z brazylijskich seriali - nazywał sie "Fiorella" Przyłączyłam sie do niej i oglądałam, z początku z nudów ale potem muszę przyznać, że to mnie wciągnęło, bo załapałam o co chodzi. A co, tam. Wciągnęło i już.”

pisze Joey

I kolejny wpis dziewczyny, której serial odmienił życie:

„Mam tak samo. Wiem, że to nic nie wnosi itd, że to kicz. Ale w kiedyś moja siostra zaczęła oglądać telewizję w czasie obiadu i leciał taki serial "Cud miłości" Oglądałam go jakieś trzy tygodnie, w końcu sie wciągnęłam Nawet się zakochałam w głównym bohaterze. Po trzech latach już wiedziałam, co i jak. Kto kogo kocha i zrozumiałam, że on nie jest dla mnie. Płakałam dwa tygodnie. Całe szczęście, że już się kończy. Nigdy więcej nie pozwolę dać się tak wrobić sobie samej.”

Rossie

Sami widzicie, nie ma żartów. Choć ostatni wpis sugeruje zupełnie coś innego:

Hehe, co prawda do maniaków serialowych nie należę, ale swojego czasu też wciągnęła mnie (przez mamę) telenowela produkcji nie pamiętam jakiej. Była boska, ponieważ poza rozbudowanymi koligacjami rodzinnymi wyróżniała się takimi śmiesznymi scenami, jakby sami twórcy śmiali się z konwencji, którą stworzyli Jakby robili nas w chu.., wiecie w coJ

Artemis


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Lifting

LIFTING


Autor: Ela Walczak


Wewnętrzna natura człowieka ulega ciągłym przemianom, chociaż jednocześnie pozostaje niezmienna.


Całe życie ulegamy przemianom. Czasami zatrzymujemy się na chwilę, żeby dokonać podsumowania jakiegoś etapu, by móc podjąć właściwe decyzje na przyszłość. I tylko szczerość wobec samego siebie w takich momentach sprawia, że dowiadujemy się o sobie więcej i jesteśmy w stanie nauczyć się czegoś. Nie ma sensu zatrzymywać takiej wiedzy dla siebie. Autorka tomiku „Lifting” dzieli swoją szczerością i doświadczeniami.

Lifting, to pewien proces, jeden z wielu. Jeśli jesteś w stanie udźwignąć w życiu wszelkie procesy przemian, to z pewnością jest szansa na to, żeby stać się lepszym, bardziej wartościowym – piękniejszym, jako człowiek. „Nie idę po to, żeby iść. Nie warto iść, żeby iść.” Słowo lifting, może równie dobrze oznaczać oczyszczenie, jako najlepszą formę odtrucia z myśli, które nie pozwalają zapomnieć o przeszłości, ograniczają. „Oczyszczam siebie ze złogów pamięci, bo nie pamiętam, żebym cię znała”. Terapią jest również śmiech, dlatego w tomiku znalazły się utwory pełne humoru jak; „List do Almodovara” czy historia Bueny.

Wiersze z tomiku „Lifting” zapoczątkowały projekt autorski Eli Walczak aktorki, finalistki konkursu Debiut Literacki Roku 2015. Niektóre z tych utworów stały się tekstami piosenek.

„Zamieniam słowa w poezję. Poezję w piosenkę. Potem jestem już inna.”

Powstała pierwsza piosenka programu zatytułowana "Modlitwa do T" , którą znajdziecie na You Tube


Elżbieta Walczak LIFTING "Modlitwa do T"

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Ludobójstwo na Wołyniu

Ludobójstwo na Wołyniu


Autor: Marta Sieciechowicz


Wieś Swinarzyn. Wieś ukraińska, w której żyło kilka polskich rodzin. Pod koniec lipca 1943 r. […] jedna z zamordowanych rodzin została poćwiartowana. Lipskiej, przybitej gwoździami do drzwi kuchennych, obcięto piersi i wypruto z łona wnętrzności. Paroletni synek Lipskich został przybity do stołu za język.


Ukraińcy, nacjonaliści ukraińscy, a może ukraińscy szowiniści…

W myśl tej ideologii, po pierwsze, między narodami trwa ciągła rywalizacja i walka, w której zwycięzcą może być tylko naród przebieglejszy, wytrwalszy, sprytniejszy, bezwzględniejszy, po drugie, Ukraińcy stanowią grupę uprzywilejowaną, a dobrem jest wszystko to, co służy narodowi ukraińskiemu jako właśnie jakoś uprzywilejowanemu, lepszemu, bardziej „ludzkiemu”, wartościowszemu itp. niż inne. Szowiniści ukraińscy świadomie dążyli nie tyle do wygnania Polaków z ziem, które uważali za przynależne Ukraińcom, ale ich wymordowania, eksterminacji, która obejmowała wszystkich – od kobiet w ciąży i niemowląt, po starych, chorych, niedołężnych. W tym sensie hekatomba Polaków na Wołynia jest „zasługą” szowinistów ukraińskich.

Osobną kwestią jest sprawa popularności ideologii szowinizmu narodowego wśród ówczesnych i współczesnych Ukraińców… Wydaje się, że szowinizm ukraiński jest rzeczywiście groźniejszy dla Polski i Polaków niż dla Rosji i Rosjan, z oczywistych, ilościowych względów.

Natomiast w kwestii oskarżeń Ukraińców o dokonanie ludobójstwa na
ludności polskiej Wołynia, wypada dodać, że oskarżanie całej nacji nie
należy do cywilizacji łacińskiej, której resztki w Polsce jeszcze się
bronią. Odpowiedzialność zbiorowa, obciążanie winą zbiorową i zbiorową
zasługą jest typowe dla cywilizacji żydowskiej. W cywilizacji łacińskiej
i chrześcijańskiej każdy odpowiada za swoje myśli, słowa, uczynki i
zaniedbania..., zbiorowość, do której jednostka należy, tylko o tyle, o
ile mogła czemuś zapobiec lub coś sprowokować nie naruszając autonomii
sumienia osoby.

Wsie Kołodno Lisowszczyzna i Kołodno Siedlisko

W czerwcu 1943 r. zostały zamordowane przez upowców Gorzkowska z 17-letnią córką. Upowcy poobcinali im piersi i obciętą piersią na ścianie ich mieszkania porobili napisy Smert` lacham.

Jeśli zapomnę…, niechaj uschnie moja prawica (Ps.137)

Cytaty pochodzą z książki "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945".


Marta Sieciechowicz, www.vb.com.pl, www.blog.vb.com.pl

Von Borowiecky wydaje książki politycznie niepoprawne. Nie boimy się polemiki na żaden ważny temat. Interesuje nas tylko prawda.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.