środa, 28 marca 2018

Ghostwriting - Nieznani autorzy, znanych przebojów.

Ghostwriting - Nieznani autorzy, znanych przebojów.


Autor: Leszek Jasiński


Ghostwriter, być może kojarzy Ci się jedynie z tytułem całkiem niezłego filmu w reżyserii Romana Polańskiego. Skojarzenie jest trafne, ale pojęcie znacznie szersze. Kim jest autor widmo i czym się zajmuje, przedstawię w artykule.


Autor-widmo albo pisarz-duch to osoba zajmująca się profesjonalnym pisaniem książek, artykułów, oficjalnie firmowanych nazwiskiem zamawiającego takie zlecenie. Ghostwriting to zjawisko nie ograniczające się tylko do produkcji publikacji tekstowych, korzysta się z niego np: w środowisku producentów muzycznych. Pisanie muzyki do piosenek, filmów czy przedstawień artystycznych dla znanych nazwisk, to całkiem częsty proceder. „Duch” przyjmując zlecenie może zebrać potrzebne materiały, przeprowadzić wywiady, nadać już napisanej treści „lekkość pióra” właściwą dla zawodowego pisarza. W przypadku gdy autora wynajęto do napisania biografii, zbada drzewo genealogiczne zleceniodawcy, z odpowiednim „wygładzeniem” kompromitujących faktów ż życia rodu, lub jego pochodzenia.

W wielu przypadkach styl autora znanych powieści, za który kochają go rzesze czytelników jest właśnie efektem współpracy, osoby o znanym nazwisku z anonimowym „duchem”. Pisarz o wyrobionej marce zazwyczaj nie ujawnia, że najnowszy bestseller nie jest samodzielnym dziełem, ale są i tacy którzy się z tym wcale nie kryją.

Alistair Maclean pisarz i scenarzysta, autor kilkudziesięciu poczytnych kryminałów i sensacji powszechnie korzystał z wsparcia anonimowych autorów. Sam zaczynając przygodę z pisaniem, szlifował umiejętności jako ghostwriter. Dzięki takiej współpracy wyprodukował kilkadziesiąt powieści i tyle samo filmowych scenariuszy, firmując je swoim nazwiskiem. W wielu przypadkach był jedynie pomysłodawcą sensacyjnych historii, ich „obróbką” i przeniesieniem na papier zajmowali się współpracownicy. Dzięki temu wiele wymyślonych projektów książek i scenariuszy wydano pod nazwiskiem Maclean-a nawet kilka lat po jego śmierci.

Innym poczytnym pisarzem przyznającym się do współpracy z ghostwriter-ami jest Tom Clancy, amerykański autor z gatunku political-fiction. Czytelnicy uwielbiają Clancy-yego za doskonałą znajomość opisywanej tematyki. Sam pisarz wielokrotnie wypowiadał się o tym, że bazę jego wiedzy stanowią współpracujący z nim ghostwriter-rzy.

Zupełnie inaczej jest w przypadku książek autobiograficznych, szczególnie promujących polityków, artystów czy mających nie wiele do powiedzenia celebrytów. Ze świecą można szukać „gwiazdy” przyznającej się do korzystania z wsparcia przy produkcji jej dzieła.

Kolejnym, stosunkowo nowym przejawem ghostwriting-u, jest korzystanie z pomocy „duchów” w celach naukowo-promocyjnych. Autorytety z świata nauki piszą artykuły lobbując na rzecz określonych idei czy projektów. Naukowcy dają nazwisko, natomiast treścią artykuł wypełnia profesjonalnie przygotowany ghostwriter.

„Świeżą” dziedziną w której mogą wykazać się autorzy-widma jest prowadzenie blogów. Znane osoby wiedzą jak ważny jest kontakt z fanami, mając problemy z odpowiednim ubraniem w słowa niesionego przez siebie przesłania, chętnie korzystają z wsparcia „duchów”.

Jak pisałem na wstępie ghostwriting to zjawisko znane także w świecie muzyki, nawet w przypadku sławnych nazwisk. Przykładem kompozytora zamawiającego utwory „pod swoje” nazwisko był sam Wolfgang Amadeusz Mozart.

W przeważającej części realizowanych zleceń anonimowość „ducha” jest fundamentem współpracy, ale zdarzają się wyjątki. Wtedy ghostwriterzy ujawniają się jako konsultanci, przeprowadzający wywiad, redaktorzy tekstu. Występując w takim charakterze zapewniają sobie odpowiednie honoraria za wkład i współpracę.

W przypadku całkowicie anonimowych „duchów” gaża jest wynikiem indywidualnych ustaleń i może przybrać formę określonego z góry honorarium, lub procentu od zysków z sprzedaży utworu.


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Krystyna Janda "Moje rozmowy z dziećmi"

Krystyna Janda "Moje rozmowy z dziećmi"


Autor: Małgorzata Krzyżanowska-Materzok


Krystynę Jandę większość z nas kojarzy jako aktorkę. I to aktorkę wybitną, nieprzeciętną. Jestem oddaną fanką jej aktorskiego kunsztu. Na żywo miałam okazję zobaczyć ją w kilku spektaklach. Gorąco polecam każdemu, niezależnie od płci, wieku i zamiłowania do teatru.


Jednak pani Janda to również autorka kilku książek oraz wielu felietonów. Od pewnego czasu ma swoją stałą rubrykę w jednym z moich ulubionych miesięczników - "Pani".

"Moje rozmowy z dziećmi" to cykl felietonów, z których część ukazała się w miesięcznikach "Dziecko" i "Poradnik Domowy". Treść to zapis rozmów autorki z jej dziećmi i wnuczką na bardzo różne tematy. Kto ma kontakt z dziećmi ten wie, że nie ma dla nich tematów nie interesujących. Jako dorośli zbywamy często dzieci, unikając rozmów na tematy, które dla nas wydają się zbyt trudne. To niestety prowadzi dzieci do poszukiwania odpowiedzi w innych dostępnych źródłach - telewizja, internet, grupy rówieśników. O tym, że skutki tych poszukiwań są delikatnie rzecz ujmując katastrofalne, nie muszę chyba nikogo przekonywać.

W książce Krystyny Jandy znajdziemy rozmowy na każdy temat. Świat, pieniądze, kłamstwo, przyjaźń, zaufanie, to tylko niektóre z nich. Zapis wypowiedzi dzieci, patrzących na świat z innej perspektywy niż my dorośli, wywołuje często uśmiech na twarzy w trakcie czytania książki. Jednak ta książka nie tylko bawi. W wielu fragmentach możemy dostrzec, że ten postrzegany szczerymi, dziecięcymi oczami świat, jest nie tylko prostszy. Gdy się zastanowimy możemy dojść do wniosku, że to dzieci mają rację w swojej ocenie, a my sami często zbyt mocno komplikujemy wiele spraw.

Wielokrotnie dzieci wiedzą i widzą więcej niż nam dorosłym się wydaje. Potwierdzeniem niech będzie fragment książki z rozdziału "O uczciwości: porządny człowiek", w którym syn pani Jandy mówi: "(...) Ty też kłamiesz, i ja to wiem. Bo chcesz coś załatwić albo nie chcesz powiedzieć komuś prawdy, boby było gorzej. Ja też kłamię. Na przykład jak ty masz najczęściej okropną sukienkę i mnie pytasz, czy mi się podoba, to mówię, że mi się podoba, boby ci było przykro."

Polecam przeczytanie tej książki, która poza uśmiechem wywoła z pewnością wiele refleksji i skłoni do przemyśleń.


Więcej o czytaniu na moim blogu

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

"Deszczowa noc" J. Picoult

"Deszczowa noc" J. Picoult


Autor: Małgorzata Krzyżanowska-Materzok


Jodie Picoult to pisarka charakterystyczna. Jej powieści prawie za każdym razem ujęte są w pewien schemat. W swoich książkach prowadzi czytelnika, ukazując bieżący los bohaterów, ale też przyczyny z przeszłości, które wpłynęły na bieżące wydarzenia.


W 2003r. autorka otrzymała nagrodę New England Book za całokształt twórczości. Łączny nakład jej książek na świecie to 7 milionów. Jej powieści często dotykają problemu zbrodni i kary. Jednak zbrodnia ukazana jest w wielowątkowym aspekcie. Autorka pokazuje winnego zbrodni przez pryzmat okoliczności, które popchnęły go do popełnienia czynu niedozwolonego. Z drugiej strony ukazuje tych, którzy są świadkami zbrodni lub pokrzywdzonymi i ich ocenę popełnionego czynu. Picoult skupia się na problemach moralnych, ukazuje złożoność czynników, które poprzedziły akt zbrodni.

"Deszczowa noc" jest powieścią o miłości. Czytelnik nie znajdzie w niej jednak elementów harlekina. Główny bohater - Jamie MacDonald - zabija swoją śmiertelnie chorą żonę. Morderstwo z zazdrości nie jest dla nas niczym nowym, ale morderstwo z miłości? Czy można kochać tak bardzo, aby zabić, chcąc ulżyć w cierpieniu? A jeśli tak, to czy mamy do tego prawo?

Autorka doskonale wplata w powieść wątek szkockiego klanu, w którym więzy krwi i honor łączą bohaterów. Pokazuje złożoność ludzkich uczuć i różne aspekty oceny postępowania głównego bohatera. Z jednej strony stawia kuzyna Jamiego, który jest szefem policji w miasteczku, do którego główny bohater przyjeżdża przyznać się do zbrodni. Jego ocena zbrodni, jako stróża prawa, jest jednoznaczna. Jednak z Jamiem łączą go więzy krwi (są kuzynami), co w tym przypadku jest powodem pewnych wątpliwości przy ocenie dokonanego czynu. Z drugiej strony przedstawia nam Allie, żonę szefa policji, która w Jamiem nie widzi mordercy. Postrzega go jako mężczyznę bezgranicznie kochającego, który spełni każdą prośbę ukochanej kobiety, nie licząc się z konsekwencjami. Rozbieżność oceny małżonków stawia ich małżeństwo w innym świetle. Jednak ocena postępowania nie należy do Allie ani do jej męża. Decyzję podejmie sąd. Jaką? Zainteresowanych odsyłam do książki.


mkm

Więcej o książkach i czytaniu na moim blogu: ksiazki-mkm.blogspot.com

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Ben Mezrich, Miliarderzy z przypadku (recenzja)

Ben Mezrich, Miliarderzy z przypadku (recenzja)


Autor: Darek M.


Na ekrany kin trafił film Davida Finchera „The Social Network”. Reżyser znany m. in. z „Podziemnego kręgu” postanowił tym razem zekranizować książkę Bena Mezricha „Miliarderzy z przypadku”. To opowieść o najbardziej spektakularnym sukcesie ostatnich lat – powstaniu Facebooka


W 2004 roku dwaj studenci Harvardu zastanawiali się, co zrobić, aby poprawić swoją, dość mizerną pozycję w studenckim środowisku. Eduardo Saverin starał się o przyjęcie do jednego z prestiżowych bractw. Nieprzystosowany społecznie odludek Mark Zuckerberg uruchomił dość kontrowersyjny portal, za co o mało nie wyleciał ze studiów. Spotkali się przypadkiem na jednej z imprez, organizowanej przez uniwersytecką organizację żydowską. Jeden miał idee i informatyczny talent, drugi – niezły apitalik, zgromadzony dzięki trafnym inwestycjom na giełdzie. Szybko znaleźli wspólny język. 4 lutego 2004 roku w zapuszczonym pokoju, zajmowanym przez Marka w akademiku uruchomili studencki serwis Thefacebook. Błyskawiczna popularność, jaką zaczął cieszyć się portal, przerosła ich oczekiwania. A gdy spotkali Seana Parkera – guru amerykańskich hackerów, twórcę legendarnego Napstera – rozpoczęła się ich błyskawiczna wędrówka do wielkiego biznesu, wielkich pieniędzy i końca przyjaźni…

Książka Bena Mezricha (wyd. W.A.B.) to fabularyzowany dokument, szczegółowy i w miarę obiektywny zapis wydarzeń, które doprowadziły do powstania największego obecnie portalu społecznościowego. W miarę obiektywny, bo autorowi – mimo licznych prób – nie udało się namówić do rozmowy Marka Zuckerberga, naczelnego architekta i faktycznego właściciela Facebooka.

Historię poznajemy więc głównie od strony jego dawnego przyjaciela i wspólnika Eduardo Saverina, który o prawo do uznania swojego wkładu w stworzenie Facebooka musiał walczyć w sądzie. Mimo to książka zachowuje reporterski obiektywizm, nie znajdziemy tu ataku ani ostrej krytyki pod adresem Zuckerberga. Ben Mezrich stara się nam pokazać jak najbardziej realną i prawdziwą historię, nie oceniając jej bohaterów ani motywów ich postępowania. Skupia się na samej, arcyciekawej zresztą historii – dwóch niepozornych dwudziestokilkulatków wpada na pozornie banalny pomysł i tworzy serwis, który w ciągu zaledwie 3 lat uczyni z nich miliarderów. To zapewne jeden z powodów sprawiających, że „Miliarderzy z przypadku” to książka niesamowicie wciągająca, przy której traci się rachubę czasu, a kolejne rozdziały czyta z coraz większymi emocjami. Ułatwia to dobry, reporterski styl Mezricha, pozornie prosty i beznamiętny, nie przeładowany informatyczną czy ekonomiczną terminologią.

Ale opowieść o Facebooku ma też drugie dno – pokazuje nam, jak silne są podziały w pozornie demokratycznym amerykańskim społeczeństwie, jak wielkie znaczenie mają rodzinne koneksje. To one tak naprawdę już w momencie rozpoczęcia studiów decydują, kto będzie na szczycie, a kto na starcie skazany jest na los outsidera.

Mark i Ben – typowi uczelniani nieudacznicy – nie mają szans na dostanie się do najbardziej prestiżowych bractw, a co za tym idzie na zajęcie w przyszłości szczytu drabiny społecznej. Niespecjalnie popularni, mało atrakcyjni, niezbyt zamożni. Ich przeciwieństwem są bracia Tyler i Cameron Winklevoss, przystojni mistrzowie wioślarstwa, pochodzący z bogatej i wpływowej rodziny, gwiazdy Harvardu. Zaszczycą Marka propozycją współpracy dopiero w momencie, gdy zacznie być o nim głośno na uczelni. Natomiast, gdy okaże się, że zamiast nad ich stroną pracował nad własnym projektem ,oburzeni zagrożą mu sądem, oskarżając o kradzież pomysłu. Nie będą w stanie zrozumieć, jak ktoś tak nijaki jak Mark Zuckerberg był w stanie zrezygnować z ich oferty. Według obowiązujących na Harvardzie nieformalnych zasad powinni być dla niego bohaterami z wymarzonego, lepszego świata.

Kto wyszedł zwycięski z tej konfrontacji? To już pozostawiamy ocenie czytelników. Poprzestaniemy jedynie na podaniu paru powszechnie znanych faktów.

W 2008 roku na olimpiadzie w Pekinie bracia Tyler i Cameron Winklevoss zajęli 6. miejsce w wyścigach wioślarskich dwójek bez sternika. To jak do tej pory ich największe sportowe osiągnięcie. Obaj mają dziś 29 lat. Po wieloletnim procesie z Zuckerbergiem otrzymali tytułem odszkodowania 65 milionów dolarów.

Mark Zuckerberg ma dziś 26 lat. Jest najmłodszym miliardrem na świecie, jego majątek jest szacowany na 6,9 mld dolarów. Eduardo Saverin jest jego rówieśnikiem. Jest właścicielem 5 procent akcji Facebooka, których wartość szacuje się na 1,3 mld dolarów.

Dariusz Materek

Patronat nad polskim wydaniem „Miliarderów z przypadku” objął Salon Kulturalny.


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Tadeusz Cegielski, Morderstwo w Alei Róż (recenzja)

Tadeusz Cegielski, Morderstwo w Alei Róż (recenzja)


Autor: Darek M.


Nakładem W.A.B. ukazał się kryminał „Morderstwo w Alei Róż”. Jego autor – prof. Tadeusz Cegielski – to Wielki Mistrz Honorowy Wielkiej Loży Narodowej Polski. Innymi słowy – najprawdziwszy mason, debiutujący jako autor powieści kryminalnej.


Akcja „Morderstwa w Alei Róż” toczy się w 1954 roku w Warszawie. Ryszard Wirski, kapitan Milicji Obywatelskiej, przed wojną – oficer policji państwowej prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci działacza partyjnego Bogusława Szczapy. Dochodzenie odsłania kolejne tajemnice życia dygnitarza, konesera tanich kryminałów, miłośnika sztuki i narkomana. Rozwikłanie sprawy będzie tym trudniejsze, że rozpoczyna się właśnie poodwilżowa walka o wpływy pomiędzy milicją a UB, Wirskiemu przyjdzie się więc zmierzyć nie tylko z zagadką, ale też przeszkodami, które będzie mnożył major UB Mikołaj Kowadło, badający zbrodnię z ramienia „bezpieki”. Kapitan będzie mógł za to liczyć na wsparcie i uczucie dwóch pięknych kobiet…

Intryga kryminalna i perypetie sercowe kapitana Wirskiego rozgrywają się w wyjątkowo dokładnie opisanej scenerii Warszawy lat 50. ubiegłego wieku. Każdy szczegół scenerii, opisany przez Tadeusza Cegielskiego, jest zgodny z prawdą historyczną. Tytułowa Aleja Róż faktycznie była ulubionym miejscem zamieszkania wielu dostojników partyjnych, mieszkał tu m. in. długoletni premier PRL Józef Cyrankiewicz. Budową Pałacu Kultury i Nauki rzeczywiście zajmowali się wyłącznie robotnicy radzieccy, szesnastu z nich faktycznie zginęło podczas prac budowlanych. Tego typu historyczne szczegóły można wyliczać długo. Tadeusz Cegielski, profesor historii, tworzy za ich pomocą wyjątkowy klimat książki.

Czytając „Morderstwo w Alei Róż” nie sposób uniknąć skojarzenia z ponadczasowym „Złym” Leopolda Tyrmanda. Te same czasy, ale i ta sama plastyczność w opisie Warszawy sprzed pół wieku. Kryminalna intryga, wątki romansowe i obyczajowe, temperament, energia, postacie „z historią” – Tadeusz Cegielski wyraźnie składa hołd Tyrmandowi. A przy okazji starej szkole pisarstwa, która nie kaleczyła języka nowomową. Czytając „Morderstwo w Alei Róż” ma się też rzadką dziś przyjemność obcowania z piękną, literacką polszczyzną, stylistyką równie elegancką jak maniery przedwojennego oficera policji Wirskiego.

Elegancka jest cała książka – w formie, treści, stylistyce. Wyjątkowo lubimy tego typu książki, w których czuć wyraźnie piętno erudycji i głębokiej wiedzy. Zwłaszcza jeśli jest to literatura popularna, którą przecież większość z nas uwielbia. Choć czasem – jak jeden z bohaterów „Morderstwa w Alei Róż” – nie chcemy się do tego przyznać…

Dariusz Materek

Patronat na wydaniem „Morderstwa w Alei Róż” objął Salon Kulturalny


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.