wtorek, 9 lutego 2021

Umierałam na sto sposobów

Kiedy ponosisz w życiu porażki, zawsze masz wrażenie, że nic się wiecej nie wydarzy.Nic bardziej mylnego. Co nas nie zabije, to nas wzmocni;)
Umierałam na sto sposobów
Pierwszy raz umarłam nieświadomie, bo dałam się zwieść
podświadomości.
Wstałam i poszłam dalej.
Drugi raz umarłam ze strachu, prosząc Boga by więcej tego nie robił.
Trzeci raz umarłam z rozpaczy, bo Bóg nie zrozumiał mojej prośby.
Czwarty raz umarłam przez Boga, bo nie chciałam żyć bez miłości.
Piąty i dziesiąty raz umarłam przez siebie, bo nie zrozumiałam swoich
potrzeb.
Trzynasty raz umarłam zawiedziona, bo czarny kot przebiegł mi drogę
i nic się nie stało.
Dwudziesty piąty raz umarłam ze strachu przed starością, kiedy
skończyłam trzydziestkę.
Potem parę razy umierałam ze śmiechu.
Kiedy odżyłam, umarłam.
Przedwczoraj po raz kolejny umarła we miłość, która miłością nie była.
Sto razy umierałam z rozpaczy, z powodu kłamstwa, z samotności,
niewiedzy, bez dotyku opatrzności. Umierałam przez lekarzy,
znachorów, polityków, sąsiadów ...I żyję!
- Pani Elu, czyżby jesienna deprecha, apatia?
- Nie sądzę!
Wczoraj odżyła we mnie nadzieja.
Ale ona umiera ostatnia.
 
 

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Redaktorzy - fragment (2) opowiadania

Ktoś przesłał jej zdjęcie psa, którego postawił na torach kolejowych, z zawieszonym na szyi aparatem fotograficznym, którym robiła zdjecia swojej naczelnej i prezydentowi na Maderze. Z Teofolem Lukasem, redaktorem naczelnym konkurencyjnej gazety tylko sypiała. Dlaczego ktoś próbował wrobić ją w zamach na prezydentową?
Elżbieta Walczak fragment opowiadania "Redaktorzy".
 
*
 
- Pierwszego maja poinformowałaś prezydentową, że będzie na nią zamach. Wiedziałaś dokładnie, kiedy i gdzie. Drugiego maja spędziłaś godzinę w Cafe Francoeur z podejrzanym typkiem, nie naszego pochodzenia. Dokładnie z muzułmaninem, niejakim Abdulem Azimem. O czym rozmawialiście?
 
*
 
Wyleciałam do Paryża następnego dnia wieczorem. Teofil podał mi nazwisko faceta, który znał męża naczelnej. Podobno mógł mnie doprowadzić na jakiś ślad. Podobno. Za fałszywą informację skasował tysiąc dolarów. Dziś ta informacja zrujnuje mi życie.
 
 
*
 
- Powiedział, że zamach zleciła naczelna mojej gazety. Wymienił jej nazwisko.
- Mówił coś o prezydencie? – Jego rozłożone ręce na oparciach fotela miały kolor czerwony.
- Tak – patrzyłam, jak krew z nosa kapie na moje kolana. – Powiedział, że prezydent o niczym nie wie.
Wyszedł z telefonem. Po chwili wrócił, odwiązując mi ręce.
- Co ci zaproponowała dzisiaj naczelna?
Głowa zwisała mi bezwładnie, nie miałam siły mówić.
- Chcesz kawy? – Nie odpowiedziałam. – Wyłączyłem kamerę. Czyli zamach zleciła ta kobieta? – pokazał mi jej zdjęcie. Skinęłam głową. - Co ci zaproponowała dzisiaj naczelna? – powtórzył pytanie.
- Żebym zrobiła jako pierwsza zdjęcia martwej prezydentowej. Nagrałam tę rozmowę, wyjąłeś ją ze słoika.
 
*
 
- Był zamach! – krzyknęła naczelna na korytarzu. - Głucha jesteś?
- Skąd wiesz, że to zamach. Nie spałam od dwóch dni.
- Buła w rękę i do wozu! – krzyczała, waląc pięścią w moje biurko.
- Dzień dobry – ktoś dotknął mojego ramienia.
Teofil Lukas trzymał w ręku materiały dowodowe i mojego psa na smyczy.
- Przepraszam – usłyszałam.
Zupełnie nie rozumiałam, dlaczego to wszystko wydarzyło w Wigilię. W czasie, kiedy Bóg widzi wszystko.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

"Przez niedomknięte drzwi" - fragment opowiadania

Bohaterom opowiadania przydarzają dziwne rzeczy. Prawdopodobnie podłożem ich strachu jest dzieciństwo, w którym przeżyli straszne rzeczy. W mieście, w którym mieszkają ktoś popełnia serię morderstw. Czy da się to wyjaśnić?
 
Czasami tylko wydawało mu się, że skrzypią schody. Był zbyt mały, żeby zastanawiać się nad tym, że co jakiś czas w wiadomościach podawane są informacje, że w mieście giną ludzie. Matka przestała się odzywać, jakby na stałe zamieszkała w niej myśl o potworze, który ich mordował. Szyła płaszcze w domu dla tej samej fabryki, w której pracował ojciec. Nie wiedział dlaczego obraz, który leżał na strychu powiesiła w pokoju na kilka dni przed swoją śmiercią. Całymi dniami nie odchodziła od maszyny. Wiedział, że musi ciężko pracować, żeby utrzymać dom, więc schodził jej z drogi. Miał już dziewięć lat, rozumiał więcej niż rok temu. Poznał smutek, rozpacz i determinację. Myślał, że właśnie tak wygląda życie.
- Mamo, kim jest ten pan z obrazu? – zapytał któregoś dnia.
- To twój dziadek.
 
*
 
Stał nieruchomo z myślami, których nie rozumiał. Bał się ruszyć, bo drzwi były niedomknięte. Słyszał, jak postać za nimi oddycha ciężko, miarowo, jakby odpoczywała i wahała się czy wrócić. Widział tylko cień na ścianie. Stali, jakby nic więcej nie miało się wydarzyć. Drewniana podłoga skrzypnęła, bo ktoś źle postawił stopy. Słyszał, jak krople jego potu uderzają o podłogę. Matka spojrzała ukradkiem w jego stronę i zamknęła oczy z powrotem. Palce jej dłoni delikatnie uniosły się z podłogi. Wskazały na obraz, który wisiał na ścianie. Była to jedyna cenna rzecz jaką mieli w domu. Przedstawiał człowieka, który szył ubrania z ludzkich skór.
Ktoś nagłym szarpnięciem wywlókł ją z pokoju. Nie słyszał krzyków, tylko oddechy i odgłos ciągniętego ciała, które uderzało o schody prowadzące na strych. Spojrzał na obraz, na którym stał mężczyzna w czarnej płachcie. Nie słyszał nic, bał się wyjść spod stołu. Minęło kilka godzin. Zamknął oczy i wyobrażał sobie, że matka idzie w jego stronę z kolacją. Nie wiedział dlaczego wtedy czerwony lizak znalazł się w jego kieszeni, kiedy o nim pomyślał. Miał nadzieję, że teraz wydarzy się podobnie. Zastanawiał się czyja to wina. Może jego?
- Nie chciałem ich zabić – płakał, przypominając sobie dzień, w którym wszedł na strych. Ale ten obraz przecież wisi w pokoju. Uświadomił sobie, że ten straszny człowiek, który był jego dziadkiem, patrzy na niego ze ściany. Czy zabiłby swoją córkę? Wychylił głowę spod stołu i zerknął na niego.
– UFAM – powiedział cichutko.
Była to pewnego rodzaju przysięga jaką mu złożył rok temu, w tamtej chwili.
Wyszedł. Postawił stopy, doszedł na palcach do obrazu.
– UFAM – powtórzył ze łzami w oczach.
Usłyszał kroki na strychu, wcześniej też je słyszał. Czasami myślał, że ktoś tam mieszka bez jego wiedzy. To nie był potwór odgryzający dzieciom głowy, tylko coś znacznie straszniejszego. Miał nadzieję, że ten pan z obrazu wyjdzie i zaopiekuje się nim, stanie przed nim i powie ; Nie bój się, to tylko sen.
Przyszło mu do głowy, żeby spalić ten dom, wraz z jego dziwną historią. Wyjął z szuflady ojca zapałki i whisky. Wziął fragmenty materiałów, z których matka szyła płaszcze, nasączył je alkoholem i wyszedł z ciemności. Wypchane ptaki wiszące na ścianach odprowadzały go wzrokiem. Stanął przed drzwiami strychu. Zamknął oczy i wyobraził sobie człowieka z obrazu, jak okrywa go czarną płachtą, żeby stał się niewidzialny. Nacisnął klamkę i zapalił zapałkę, znalazł włącznik. Panowała cisza, której nie rozumiał. Słyszał wyraźnie, że właśnie tu ją wciągnął. Patrzył na podłogę, szukając śladów krwi. Leżał na niej zagubiony rok temu plastikowy żołnierzyk, którego misją było zabicie lalki Barbie. Podniósł go i rzucił o ścianę, mając nadzieję, że coś z niej wyjdzie, by móc to w końcu zabić.

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Zostali wezwani

***

wdrapują się na piętro

bo zostali wezwani

więc niech wejdą

i zajmą miejsca na ścianie

w salonie ze starymi fotografiami

niech wypełnią to miejsce

bzami i różami

żartami i wspomnieniami

wpatrzeni w obojętny już płomień

jeszcze nie wygaszony

znają twoją historię

więc nie ma się czego bać

nie pójdziesz ich śladami

bo masz swój świat

nie odtrącaj wspomnień

i nie mów przy nich

jak umrę to dam ci znać

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Jak skończysz czterdziestkę, to cię uśpię

...Gdybym Ja miała inne oczy - mniejsze, byłabym sprytniejsza. Moje średnie oczka nie lubią ryzyka i niepotrzebnych emocji. Duże są lepsze, wiadomo. Moje zmarszczki wokół ust i mięsiste policzki świadczą o mojej atrakcyjności...

JAK SKOŃCZYSZ CZTERDZIESTKĘ TO CIĘ UŚPIĘ*

      Twarz  jest samospełniającą się przepowiednią, dlatego prawdziwa miłość rodzi się od pierwszego spojrzenia. Gdybym dwadzieścia lat temu wiedziała o ludzkiej twarzy tyle co dziś, od chińskich mistrzów Mian Xiang, przepowiadających z niej los,  byłabym szczęśliwa, bogata  i do głębi spełniona. A tak?

Ten pierwszy nie miał  blisko osadzonych siebie oczu, mocno zarysowanych brwi oraz kwadratowej szczęki  -  a to właśnie zapewnia w życiu sukces.

Drugi miał wąskie, płaskie czoło i głęboko osadzone oczy. Typowy okrutnik.

Trzeci optycznie wyglądał na inteligentnego, bo zaczesywał włosy do góry. Bujał w obłokach, bo miał krzaczaste brwi.

Usta czwartego były zbyt mięsiste. Zbyt dużo jadły, piły i średnio umiały siłę całować mięsiście.

Piąty miał znowu za wąskie. Takie mają rozwodnicy, bez przerwy poszukujący drugiej połówki.

Szósty, błękitnooki  –  najpiękniejszy esteta i egoista jakiego znałam. Gdyby miał piwne, kochałby przyjemności życia. A tak? Albo chociaż brązowe – melancholik, ale przynajmniej uczciwy.

Siódmy i ósmy mieli przylegające do głowy uszy, byli cierpliwi. Ale moje uszy przylegają do czegoś innego. Nie pasowaliśmy do siebie.

Dziewiąty miał to, co chciałam - duży nos do interesów. Ale gdybym wiedziała wtedy, że czubek tego wielkiego nosa nie może być zadarty, bo to oznacza straty, byłabym nieszczęśliwa tylko z powodu ośmiu. A tak?

Ostrzegam. Przyglądaj się twarzom.  Nie patrz na to, co mówią ich usta.

Gdybym Ja miała inne oczy - mniejsze, byłabym sprytniejsza. Moje średnie  oczka  nie lubią ryzyka i niepotrzebnych emocji. Duże są lepsze, wiadomo.  Moje zmarszczki wokół ust i mięsiste policzki świadczą o mojej atrakcyjności.  To znaczy, że nie fryzura, ani buciki? Gdybym wiedziała, że będę taka przystojna na starość, to chciałabym się starzeć szybciej.

Nie wiem ile przede mną, wiem ile za mną.

Dziesiąty musi mieć oczy osadzone troszkę dalej, brwi zadbane, średnie usta i soczewki  w kolorze, który nie zdradza przeznaczenia. Uszy muszą być piękne, kształtne i nosek malutki, perkaty…

A co z resztą?

Z  jaką resztą,  mistrzu Mian Xiang?

Moje rozmyślania przerwał telefon.

- Jak skończysz czterdziestkę, to cię uśpię!

- Halo, kto mówi? – spytałam.

- Przyjaciel.

- Przyjaciel? - powtórzyło coś w mojej głowie.

- Głuchaś? - zapytało coś.

- No raczej! - powiedziałam. - Po czterdziestce, to chyba normalne.

- Słuchaj Elu...

- Halo, kto mówi?

- Twój głos wewnętrzny, Eluuuuu.

Ten epizodzik rozpoczął moją przygodę czytającego w myślach i chodzącego potem do numerologa, żeby oczyścić złą aurę.

- Słuuuuchajjjj – hulało we łbie.

- Czy to wiatr? – rozejrzałam się, bo jak nie wiesz, że to twój głos, to myślisz że wiatr między uszami.

- Eluuuu, kurwa – powtórzyło echo w głowie brzydkie słowo na K.

– Słuuuuchajjjj – i całą resztę, powtórzyło.

Nigdy do tej pory nie używałam brzydkich słów. Może tylko dupa, więc nie spodziewałam się, że to ja zwracam się do siebie w jakimś celu.

- Speeee …

- Co spe? – szybciej trochę, bo aż tak wolno nie myślę.

- Speeeełnięęęe twoje jedno życzenie.

- Dlaczego nie trzy? – zapytałam myśli, która znajdowała się po prawej stronie zwojów, albo bardziej w środku. – Dobra jedno, na próbę.

- Móóóówwww i proś.

- Daj mi chwilę, niech pomyślę. – Leżałam w łóżku, więc miałam czas. – Może pokaż mi jazdę próbną z moim nowym facetem. Wiesz, chcę zobaczyć seks, przyszłość i całą resztę.

Zamknęłam oczy, i się zaczęło.

Najpierw ukazały się usta tak wielkie, że nie mieściły mi się w głowie. Potem pieszczoty. Hmmm – na jakiej dziumdzi uczyłeś się tego? – wyrwało mi się gardłowo, ale głos krzyknął.

– Teraz szaaaa. Współpracuj! Ujjjj!

- Uj – wyrwało mi się, kiedy zdjął koszulkę i zobaczyłam tatuaż z wyrytym napisem „Kocham Elkę, bo ma wielkie serce”. Zrozumiałam, że wyszłam za niego za mąż. - A gdzie niespodzianki? – zapytałam głosu, który pominął moją sugestię myślową milczeniem.

- W swoiiiimmmm czaaaasie.

No i jak się spierać ze sobą. Wizja przesunęła się w czasie, tak jak obiecał głos. Zobaczyłam domy, samochody, uśmiech sprzedawcy ubezpieczeń , szczery ale wymuszony, i samotność na końcu drogi.

- I jak? – zapytał głos.

- A gdzie niespodzianki? – powtórzyłam zniecierpliwiona.

Zawiało, zahulało, zabrzęczało i głos wewnętrzny upadł na podłogę.

- W tooobieeee. - Leżał tak jakiś czas cichy i przestraszony.

- Przepraszam – podniosłam go do delikatnie i wepchnęłam z powrotem przez lewe ucho. - Hulaj, ale czasami zapytaj czy tego właśnie chcę.

- Nieeeeeeeee, nie, nie i jeszcze raz nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee.

Wkurzył się niebanalnie.

- Chyba, że będę w pobliżuuuu…

- Halo, jesteś tam? – zapytałam smutna, bo czułam, że go tracę.

Zahulało, zabrzęczało i ucichło.

*

- Co?! – zapytała pani, będąca w tym samym wieku, co przychodząca.

- Jakbym wiedziała co, to by mnie tu nie było.

- Niech mówi, zobaczymy  co w numerkach piszczy. Rok urodzenia poproszę.

Przychodząca do numerologa nie podała nazwiska, ale data urodzenia była prawdziwa.

- 3+7 wychodzi  11. To dobra astrologiczna suma.

- Przypadków?

To pytanie zdradzało, że przychodząca na numerologii średnio się znała. Bo jakby się znała, to by podsumowała sama.

- W sumie wychodzi 2. – Numerolog była pod wrażeniem. -  Szczęściara. Taki klient rzadko się zdarza.

Złapała przychodzącą za obie dłonie i przysunęła je do siebie. – Jesteś starą duszą! Rozglądasz się, podpatrujesz  i wyciągasz właściwe  wnioski.

- Jak bardzo starą? – spytała ta, co przyszła, bo ciało nie zdradzało jej wieku.

- Jakieś  7 dup. Przepraszam,  7 dusz do tyłu.

- Aha. Czy coś mi za to grozi, że wlazłam tu po raz ósmy, żeby się rozejrzeć?

- Ten, co go teraz zostawiłaś w sumie był zawsze dobry.

Pani wydawało się, że przychodząca pyta o seks, a ona pytała wyłącznie  o sens. Nie wiedziała bowiem, bo niby skąd, że ten co go zostawiła, po każdym jej wyjściu witał się z inną przychodzącą.

- Dobry, ale na zrobienie z niego mydła – sprostowała w końcu numerolog. – Zdradzał. Zepsuty jakiś od środka. W  tamtym życiu taki nie był. Ale ten, co się pojawi po nim jest fajny.

- Fajny? – spytała przychodząca i zerknęła na numer 13, który pojawił się na kartce. – Dla mnie, czy dla kogoś innego?

- Fajny i już! Ty masz samych fajnych koło siebie. Do 13 dodaj 1. Jest dla ciebie.

Przychodząca zapamiętała najbardziej numer 7, który w sumie powinien być szczęśliwym numerkiem.

- Jesteś piękna,  ale dla mnie za mądra, żeby cię tak po prostu przelecieć.  – Usłyszała wtedy od niego i było jej przykro, że jest taka mądra. Więcej się nie zobaczyli.

- Trzeba go było  ośmielić – wyrwała ją numerolog z transu, w którym przechadzała się po zmysłach. – Może szukał w dupie mózgu.

- Może – przychodząca uświadomiła sobie właśnie, że jej szczęście nie zależy od szczęśliwych numerków.  – A więc od czego zależy szczęście? – zapytała nieśmiało.

- Od ciebie – usłyszała.

- Czy nie jestem  za stara? – zapytała ta, co przyszła.

- Twoja dusza tak, ale ty nie. – Odpowiedziała numerolog na pytanie poszukującej starej dupy. Przepraszam, starej dyszy.

Ciąg dalszy już nastąpił.  Ta, co przyszła została wynalazcą botoksu dla dusz. Jej ciało nigdy do tej pory jej  nie zdradziło. Dzięki wynalazkom nikt nie wie ile ma lat, oprócz numerologów. Zapomniała również o tym, co w sumie było zawsze najważniejsze, o mężczyznach. To po co jej ten botoks?

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.